Sylwia: Zawsze chciałam pójść na EDK, zawsze były wymówki. W tym roku nie było już wymówki — BYŁAM.
Janusz: Dziesięć godzin nocnej, samotnej wędrówki w głąb siebie, do dna swojej duszy i serca.
Agnieszka: Dosłownie bolało wszystko. Było ciężko. Okropnie ciężko.
Monika: Poszliśmy razem z mężem… po 11 stacji zabrakło sił i zdrowia, by dalej iść. Ogromna nauka pokory. Było ekstremalnym wyzwaniem zrezygnować…
Krzysztof: Poszedłem 5 razy. Na 70 km nie dałem rady – 40 godzin bez snu, burza. Ale było warto.
Anna: To było moje najpiękniejsze 48 km, nogi odmawiały posłuszeństwa, oczy z bólu zalewały się łzami, a dusza mówiła: dojdziesz.
