Ostatnie pół roku w moim małżeństwie to były kłótnie, pretensje i niewyjaśnione rany. Szliśmy na EDK po kolejnej awanturze — każde z ciężarem w sercu. Z każdym kilometrem czułam, jak ból, gniew i żal zaczynają ze mnie schodzić.
Przy VII stacji odsłuchaliśmy rozważanie, spojrzeliśmy sobie w oczy — i nagle spłynął na mnie pokój, jak dotknięcie czarodziejskiej różdżki. W tej jednej chwili zrozumiałam, że wszystko może się zacząć od nowa.
Poszłam z intencją naszego małżeństwa. Wróciłam jako szczęśliwa żona.
Kasia
