





Adrian: 64 km za nami. Po 30 kilometrze kryzys, po 60 – radość z każdego kolejnego kroku była coraz większa.
Gosia: Wschód słońca miał być nadzieją, ale go nie było. Doszłam o 3:00 w nocy — zmęczona, szczęśliwa, spełniona.
Bartek: Asfalt, kamienie, błoto, lód, śnieg po same cztery litery i twoje myśli, które idą z tobą te czterdzieści kilometrów.
Ewa: Pośrodku lasu, zimą, w środku nocy zastanawiałam się, co ja tu robię. A potem przypomniałam sobie, dla kogo idę — i poszłam dalej.
Marek: Po 30 kilometrze wszystko we mnie krzyczało, żeby wrócić do domu. Poszedłem dalej — bo właśnie po to się tu wychodzi.