Po trzech latach przerwy wróciłem na trasę EDK.
Pełen obaw, czy noga wytrzyma — ale też pełen nadziei, z plecakiem pełnym intencji.
Udało się. Choć było ciężko.
Od połowy trasy towarzyszył mi ostry ból w kostce i kolanie, które ledwo się zginało.
Większość drogi szedłem sam.
A las o trzeciej nad ranem, w ciszy i samotności, robi ogromne wrażenie.
Zostajesz tylko ty, noc i Bóg.
W głowie tysiące myśli.
W sercu wiele postanowień.
Każdy krok był niesiony w czyjejś intencji — zanoszony do Boga jak kamyk po kamyku.
Ból jest ze mną do dziś.
A przede mną nocna zmiana w pracy, kolejne dwanaście godzin na nogach.
Ale traktuję to jak ciąg dalszy tej drogi, jak utrwalenie umowy, którą tej nocy zawarłem z Bogiem.
EDK Warka — dziękuję za powrót. Za prawdę. Za noc, która znów poukładała mi serce.
Marcin
