Pierwszy raz poszedłem rok temu, sam. Udało mi się przejść całą trasę, czyli 40 km (Słupsk – Ustka). Poszedłem w nieznane, w ciemność, w samotność i ciszę.
W tym roku (2025) poszedłem razem z żoną. Nie udało się przejść całej, ale przeszliśmy i tak 34 km. Mamy spore powody do zadowolenia, bo pobiliśmy swój rekord dystansowy.
Trasa urozmaicona — raz asfaltem, a więc po prostej i twardej nawierzchni, gdzie drogę oświetlały latarnie uliczne; a innym razem szło się ciemnym lasem, gdzie w oddali, między drzewami, można było zauważyć jedynie latarki pozostałych uczestników.
Piaszczyste trasy już bliżej morza, idąc klifem — pod górkę, z górki, pełno korzeni — bywało dosłownie bardzo ciężko. W końcu to Ekstremalna Droga Krzyżowa, gdzie nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Takie doświadczenie pokazuje, jak bardzo trzeba być wdzięcznym za zdrowie, którego na co dzień wiele osób zwyczajnie nie docenia. Uczy także wiele pokory. Chce się bardziej żyć!
Bądź wdzięczny również za małe rzeczy wokół, byś mógł później docenić te większe.
Wojtek
